Po krótkiej przerwie jestem z powrotem.
Dziś przychodzę do was z pierwszą recenzją na moim blogu. Chciałam, żeby pierwsza recenzja była dopracowana w 100%. W pomocy przyszła mi moja przyjaciółka. Pomogła mi w wykonaniu zdjęć do posta. Za co bardzo serdecznie jej dziękuję. Link do jej bloga znajdziecie niżej ♥
Więc może zacznę od tego jak rozpoczęła się moja przygada z YC. Kiedyś przeglądając internet trafiłam na świecę YC. Jak spojrzałam na jej cenę złapałam się za głowę. Pomyślałam 100 zł. za święcę . Masakra... . Za jakiś czas natrafiłam na woski. Doszłam do wniosku, że internet wypromował kolejną bezużyteczną rzecz, która zupełnie nikomu się nie przyda.
Z czystej ciekawości przeczytałam kilka recenzji na blogach i coraz bardziej zaczęłam się do nich przekonywać. Po kilku zapragnęłam kupienia pierwszych wosków. Chcąc nie chcąc zbliżał się okres świąteczny i BUM! zażyczyłam sobie właśnie tych 4 wosków, które za moment zobaczycie.
Z góry mówię, że nie jestem zbyt dobra w opisywaniu zapachów, a wszystkie opinie są tylko i wyłącznie moimi doświadczeniami :)
Jak tylko dostałam woski wzięłam się za wąchanie na pierwszym miejscu znalazł się wosk o nazwie Serengeti Sunset. Stał się moim ulubieńcem który do dziś mnie nie zawiódł.
Od razu po odpaleniu po pokoju rozszedł się cudowny ciepły zapach . Wyczuwalna w nim była mieszanka cytrusów z nutą czegoś niezwykłego. Przepadłam w nim po całości. Zapach nie był ani duszący ani mdły. Cudownie odświeża pomieszczenie.
Na drugi ogień poszedł zapach Red Raspberry. Pierwsze co przyszło mi na myśl po powąchaniu po raz pierwszy to świeże maliny prosto zebrane z krzaka. Cudowny zapach soczystych owoców. Przez cały czas palenia zapach kojarzył mi się z czymś , czego nie mogłam określić . Teraz już wiem kojarzy mi się z herbatą malinową, którą jak byłam młodsza babcia zawsze mi zaparzała...
Jednak nie może być tak kolorowo po kilku godzinach palenia wosk zaczął stawać się przytłaczający i lekko mdlący. Możliwe, że wszystko to moja wina, ponieważ dałam go zbyt dużo do kominka. Na pewno dam mu jeszcze szansę bo na razie nie jest na straconej pozycji ;)
Wosk A Child's Wish Ahh o tym zapachu można by było długo pisać ;). Zapach delikatny i beztroski właśnie taki jak dzieciństwo. Zapachy jakie w nim wyczułam to kwiaty, trawy i słońca. Kojarzy się z cudownymi chwilami podczas wakacji ♥ Zapach jest bardzo otulający i ciepły. Bardzo miło rozprowadza się po pokoju tworząc przyjemny świeży klimat. Nic dodać nic ująć :)
♥♥♥
Oczywiście zotawiam wam link do bloga Pati która na prawdę bardzo pomogła mi w zrobieniu zdjęć do recenzji ♥
http://myownsunphotography.blogspot.com/ <Zapraszam
Uwielbiam woski od Yankee! Pisałam o nich swego czasu u siebie http://karlin91.blogspot.com/2015/08/woski-yankee-candle.html jeden jest taki sam jak u Ciebie, ale teraz szykuje się z wolna kolejny wpis o nowych dla mnie zapachach :). Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńZ tego co czytam to wydaje mi się, że Ciebie też zauroczyły te malutkie tarty? A przepadłam w nich po całości. Mimo, że na razie mam tylko cztery sztuki to czuje, że się polubimy. Chętnie odwiedzę twój blog w poszukiwaniu nowych zapachów ;)
OdpowiedzUsuńnigdy ich jeszcze nie miałam ;(
OdpowiedzUsuńzapraszam
mój blog |KLIK|
Ja kiedyś miałam wrażenie, że tylko ja ich nie posiadam. Spokojnie jeszcze dorobisz się swoich tart :) Zaglądaj na mojego bloga, jeszcze nie raz pojawią się tu recenzję wosków. Może znajdziesz coś dla siebie ;)
Usuń